– A cóż to znowu jest ten ‚kołczing językowy’?!- zaryczał do słuchawki pan Piotr*, wieloletni i doświadczony nauczyciel języka angielskiego, tłumacz i właściciel szkoły językowej działającej na południu kraju.

-No więc – wzięłam głęboki oddech, – jakby to ująć w skrócie: coaching językowy to najnowsza metoda nauczania języków obcych. Polega na zabraniu ucznia, słuchacza czy klienta (ang.coachee) w podróż do celu. Ale to uczeń wyznacza cel, etapy przez które musi przejść, metody i środki do osiągnięcia obranego celu.

-Strasznie to filozoficzne – odrzekł pan Piotr.- ale niech Pani mówi dalej.

-No więc- ciągnę, – coach językowy i sam uczeń ustalają punkt ‚A’, z którego mają dojść do wybranego punktu ‚B’. Ustalają potrzeby, mocne i  słabe strony ucznia, w tym braki w gramatyce, słownictwie, lub określonych umiejętnościach, np. nieśmiałość, poziom stresu podczas wystąpień, itd. Słowem- określają początkowy warsztat, którym dysponują oraz wszelkie obszary działań, którymi jest zainteresowany uczeń i które mają mu pomóc w rozwinięciu ‚warsztatu’ to pożądanego poziomu.

-No, a ile trwa ten kurs?- pyta pan Piotr.

-A to znów zależy od samego klienta. Może to być kilka spotkań żeby przećwiczyć określone umiejętności, np. popracować nad prezentacjami w języku obcym, albo rozmową kwalifikacyjną.

-Aha, no to czym się to różni od zwykłych lekcji , prywatnych ? -Nie daje za wygraną pan Piotr.

– Po pierwsze, – odpowiadam cierpliwie – coach językowy ma odpowiednie kwalifikacje, wiedzę i doświadczenie w prowadzeniu, motywowaniu oraz monitorowaniu procesu coachingowego. Wie, jak poprowadzić zajęcia bez korzystania na nich z podręczników. Wie, że uczeń najszybciej i najlepiej zapamięta jeśli będzie maksymalnie zaangażowany w zajęcia, wciągnięty do rozmowy na tyle, że po zakończonym spotkaniu ze zdziwieniem stwierdzi , że czas mu tak szybko minął i że chętnie by pogadał dłużej.  Po drugie, relacja nauczyciel-uczeń jest odwrócona.

-To znaczy?

-To znaczy, coach  wspiera i prowadzi , ale nie podaje gotowych rozwiązań, chyba że uczeń poprosi o szczegółowe wyjaśnienie jakiegoś zagadnienia. W coachingu językowym chodzi o to, żeby sam uczeń mógł odkrywać, myśleć i szukać rozwiązań. Coach ma mu ten proces ułatwiać, usprawniać i monitorować.

-No to w takim razie – docieka pan Piotr.- Jak wygląda taka typowa sesja?

-No więc, bardzo różnie, zależy od tego czy to sesja indywidualna, grupowa, na jakim poziomie i co coachowani chcą wynieść z zajęć. Ulubioną formą są oczywiście zajęcia mocno interaktywne, konwersacyjne, silnie angażujące ich w dyskusję na najróżniejsze tematy, lub też w obszarze ich zainteresowań lub kariery zawodowej. A ponieważ na takich sesjach obowiązuje zasada absolutnej poufności, słuchacze chętnie dzielą się własnymi doświadczeniami i wiedzą.

-A co sądzą o tym sami coachowani?

– Od początku są motywowani do podejmowania działań, mają więc chęć do nauki, są też chwaleni za każdym razem kiedy się czymś wykażą, praca we własnym zakresie, czyli popularne zadanie domowe nie musi mieć charakteru nudnego zestawu ćwiczeń gramatycznych, zwykle jest to coś bardziej inspirującego. Ponieważ atmosfera na zajęciach jest bardzo przyjemna i niestresująca, tematyka zajęć interesująca dla uczących się, tempo zajęć dostosowane do ich tempa pracy, a coach wciąż stawia im intrygujące i motywujące do myślenia pytania, coachowani czerpią nie tylko przyjemność, ale przede wszystkim wiedzę o świecie i sobie samych w tym świecie. No i wreszcie pokonują swoje lęki, ograniczenia, wstyd przed mówieniem w języku obcym, to daje im siłę i apetyt na więcej.

– Pięknie to wszystko brzmi, ale na czym polega haczyk? -Nadstawia ucho Pan Piotr.

– O jaki haczyk Pan pyta? – Nadstawiłam z kolei swoje.

-No, przecież w każdej metodzie są jakieś minusy! Sam nie wiem, koszty, niska efektywność, itp.?

-Cóż, minusem mogłaby być konieczność pracy w domu. Niestety, nie wymyślono jeszcze skutecznej metody, w której nauczylibyśmy się języka bez powtarzania materiału. Efektywność z kolei, jest bardzo wysoka i słyszę to od właściwie wszystkich coachowanych. Sama też obserwuję, że szybko poprawiają jakość wypowiedzi ustnych. Ponieważ nie wymusza się na nich wiedzy czy znajomości określonych struktur, lecz uczą się ich stopniowo i naturalnie, chętniej i szybciej je zapamiętują. Jeśli chodzi o koszty – warto zastanowić się tu nad jakością zajęć i wartością, którą ze sobą wnoszą w nasze życie. Chyba lepiej zapłacić trochę więcej i skrócić proces uczenia czyli długość kursu niż płacić latami i wciąż być na tym samym poziomie, zdemotywowanym, zawstydzonym i zawiedzionym niską skutecznością kursów. Widzę to najlepiej obejmując sesjami uczniów chodzących wcześniej na inne kursy. Dopiero w sesjach coachingu językowego mają szansę rozwinąć się naprawdę. 

-Czy każdy nauczyciel może uczyć tą metodą?

– Myślę, że bez odpowiedniego przygotowania, a więc zaplecza i narzędzi do umiejętnego coachowania, nauczyciel działa instynktownie i po omacku. Czasem po prostu improwizuje. Sądzę, że tylko ktoś dobrze przygotowany (akredytowany coach) jest w stanie odpowiednio i odpowiedzialnie ukierunkować swoich uczniów.

– Czy ta metoda to metoda przyszłości?

-Mam szczerą nadzieję, że tak, że nauczyciele, zwłaszcza ci w szkołach publicznych rozumieją już, że nie da się wszystkich nauczyć przykładając do nich tę sam szablon czy miarę. Że to przez odkrywanie uczniowie przyswajają wiedzę. Myślę też, że sami uczący się, zwłaszcza dorośli chcą efektów, jakości, jasnej wizji i namacalnych dowodów na to, że robią postępy. A to w pełni gwarantuje metoda coachingowa.

– Mnie się wydaje, że ten cały ‚kołczing’ to niezłego zamieszania  narobi. W dobrym tego słowa znaczeniu, oczywiście- zapewnił mnie pan Piotr.

– I oby, – Panie Piotrze  – Oby!!!

*Na potrzeby niniejszego artykułu imię rozmówcy zostało zmienione.

By | 2016-02-14T11:12:18+00:00 14/02/2016|Aktualności|0 Comments

Leave A Comment